Beskidzkie widoki

Każdy z rowerowych maniaków na pewno pamięta nie dawną Gwiazdę Południa. 
Jedną z największych imprez rowerowych w naszym regionie. Ten górski maraton rozpoczął się znakomitym prologiem, który dzisiaj został pokonany przeze mnie po raz drugi.
 Pierwszym był ten podczas samego maratonu, z aparatem.


Trasa jednak prowadziła nie tylko przez prolog, bowiem był to tylko odcinek całej trasy.
Beskidzkie widoki to nazwa, która pochodzi od właśnie wspaniałych widoków, które przyciągają 
oko podczas trasy. Zacznijmy od samego początku.

Wyruszamy spod SP2 w Suchej Beskidzkiej i kierujemy się prosto, w stronę Stryszawy przez dokładnie 3km. Tam przed Kościołem św. Stanisława skręcamy w lewo, w asfaltowa droga biegnącą w górę. Po lewej stronie mijamy kolejne domy, a po prawej mamy zadrzewiony teren.
Tą drogą jedziemy przez najbliższe 1,5km. Potem zmienia się ona w drogę polną, która biegnie do lasu - tej drogi już na mapach nie znajdziecie. Ale spokojnie, przejazd jest na prawdę okej choć wymaga trochę umiejętności i kondycji. Las, kamienie i błoto to główne cechy tego odcinka.
Jest to najbardziej wymagający podjazd podczas tej trasy. Przez ok. 2,5km musimy pokonywać właśnie te cechy. Potem wyjeżdżamy na asfalt, przy stryszawskim osiedlu Bartoszki.
Tutaj jest już łatwiej chociaż droga nadal prowadzi pod górę, aż do hotelu Beskidzki Raj, 
który znajduje się na szczycie Surzynówki. Dojeżdżamy aż do samego hotelu, a właściwie przejeżdżamy przez tamtejszy parking i objeżdżamy hotel kierując się w lewo, drogą wysypaną drobnymi kamyczkami. Wjeżdżamy na chwilę w las, ale czeka nas tylko zjazd. Tutaj należy uważać, co teren jest dość śliski, a zjazd dość stromy. Na szczęście jest krótki. Dalej kierujemy się cały czas prosto, aż do skrzyżowania z drogą asfaltową. Skręcamy w prawo i jedziemy w dół. Tutaj już dobiega końca ta trudniejsza część. Rozpoczynamy właściwie tylko zjazd, a ewentualne podjazdy nie będą wymagać już większej siły. Gdy zjazd dobiegnie końca i dojedziemy do skrzyżowania musimy skręcić w lewo. Jedziemy tą drogą tylko przez ok. 500m, a potem znowu skręcamy w lewo. Jest to dokładnie dziesiąty kilometr naszej trasy. Na tej drodze pozostajemy przez najbliższe 3km.
Dojeżdżamy do Grzechynii i na końcu zjazdu skręcamy w lewo. Tam dokładnie znajduje się znak informujący o tym, że wjeżdżamy do tej miejscowości.
Cały czas jedziemy asfaltem. Teraz jeden kilometr prosto i na końcu drogi skręcamy w prawo, obok sklepu spożywczego. Tutaj jedziemy nową drogą asfaltową przez 5km, aż do mostu na Skawie, 
w Makowie Podhalańskim przed którym skręcamy w ulicę Za Wodą.
Kolejne 5km to asfaltowa droga, w pobliżu lasu, rzeki i łąk. 
Dojedziemy nią do marketu Sużyw.
Stamtąd dosłownie 2km 300m i jesteśmy w miejscu naszego startu.



Co do oceny trasy to mogę powiedzieć, że jest na prawdę ciekawie. Różnorodny teren, wspaniały krajobraz i przede wszystkim emocje. Jednak, gdy zazwyczaj jeździ się po szosie to przy terenie widać emocje, zwłaszcza gdy tak jak w moim przypadku opony ślizgały w niektórych miejscach. 
Teren był podmokły, bo wczoraj rano padał deszcz i nie brakowało błota, śliskich kamieni i gałęzi, ale to tylko spotęgowało poziom tej trasy. 
Zanim wyruszy się w taki teren należy być pewnym swoich umiejętności, chyba że mamy zamiar wyprowadzać rower. Utrzymanie go jednak w jeździe pod górę, przy takim terenie momentami bywało trudniejsze niż mogłoby się wydawać. 
Mimo to trasa bardzo mi się spodobała i myślę, że będą jeszcze różne kombinacje tras z tym odcinkiem.

Więcej zdjęć znajdziecie w albumie "FOTO Beskidzkie widoki" na naszej stronie na Facebook'u




Polecane posty